środa, 29 stycznia 2014

Pastelowy Dior

Witajcie, dzisiaj krótki pościk "urodowy". Musiałam to zamieścić, bo jak usłyszałam, że nowa kolekcja Christiana Diora inspirowana jest Petit Trianon, nie mogłam tego przegapić!


 Petit Trianon to pałacyk w ogrodach Wersalu, który tylko i wyłącznie kojarzy mi się z Marią Antoniną. Dlaczego?? Bo król Ludwik XVI podarował go swej żonie, i był miejscem jej azylu, gdzie chowała się od "królewskich obowiązków". Nie będę podejmowała polemiki na temat tego, czy i jaka był Maria Antonina, ale nie mogę się oprzeć tym cudnym pastelom, koronkom i innym romantycznym akcentom garderoby i wystroju wnętrz, których była w pewnym sensie mecenasem :)

 


Wracając do Diora, ta kolekcja jest bardzo kobieca i szykowna. Opakowania są obłędne, kokarda Fontanges, symbol Diora idealnie współgra z pastelami, które uwielbiam, a całość wygląda jak luksusowa torebka przewiązana kokardą! 


Kolory w tej kolekcji są świetliste, ożywiające, wesołe i z pewnością nie przejdę obojętnie obok tych błękitno-miętowo-turkusowych lakierów! :)





Miłego dnia, niech moc pasteli Was trochę rozgrzeje! :)

 
Ciekawe zdjęcie :)

Lulu



piątek, 24 stycznia 2014

Idzie nowe, czyt. powrót starych dobrych czasów ;)

Chyba już kiedyś taki tytuł posta się przewinął, ale tym razem chciałam się z wami podzielić nowymi produktami i aranżacjami, które dostępne już w Lulu Home.
Jak każda kobieta szybko się nudzę, często potrzebuję coś zmieniać. Okres świąteczny, choć piękny, już trzeba włożyć między książki. Ozdoby schowane do przyszłego roku. Część przy okazji rozbiliśmy (przynajmniej ja mam do tego wyjątkowy dar :)), ale nie ma tego złego, bo przecież za rok będzie nowe piękne wzornictwo bożonarodzeniowe i przyda się zrobić ździebko miejsca na nowości :)
Mam straszliwe problemy z zamieszczaniem zdjęć, więc od razu przepraszam za różne rozmiary, ale nie zależy to ode mnie, mój komputer odmawia posłuszeństwa! :)
 Tytuł posta odnosi się do zmian, jakie szykujemy w Lulu Home. Powracamy do pasteli o czym już wspominałam, mamy masę nowych pomysłów, które mam nadzieję, uda nam się jeden po drugim zrealizować i już nie możemy doczekać się wiosny!
Mogę tylko zdradzić, że będzie u nas ptaszkowo, domkowo, kwieciście, czyli to co tygryski lubią najbardziej :)
Ponadto, dla tych wszystkich, którym marzą się literki na półkach mam w końcu dobrą wiadomość. Cały alfabetos dostępny w Lulu Home już od tej chwili! Niedawno dojechał! Ach, jak ja uwielbiam aranżacje z dodatkiem literek. One dodają tego czegoś, a w pokojach dzieci, są niezastąpione! Oto kilka inspiracji:

















Nie trzeba wiele:
literka
gwóźdź
tasiemka w pięknym pastelowym kolorze
I aranżacja ściany nad łóżeczkiem malucha gotowa!

Zima szaleje, chyba już się trochę zapędziła z tymi mrozami, ale ja się jej nie daję i wiosenne akcenty kwiatowe znoszę do domu na potęgę! Śniadanie wśród tulipanów smakuje zdecydowanie przyjemniej, energia do pracy się mnoży!


Pastele pastele i jeszcze raz pastele. W Lulu Home klimat iście wiosenny, zaklinamy ją, może niedługo nas zaskoczy?

  





 

Kieliszki z najstarszej francuskiej huty La Rochere podbijają serca naszych klientów. Już niedługo dostawa nowych wzorów, kwintesencja stylu shabby chic!


Ten weekend zapowiada mi się pracowicie, ale na pewno znajdę czas na chwilę relaksu przy książce. Dla fanów Audrey Hepburn polecam małą, niepozorną, ale bardzo ciekawą pozycję "Piąta Aleja. Piąta rano" autorstwa Sama Wassona. To książka dla fanów aktorki, ale i "Śniadania u Tiffany'ego". Znajdziecie tam mnóstwo interesujących, czasem zaskakujących hisorii z powstawania, najpierw książki , a potem filmu. Wiecie, że piosenka "Moon River" (jedna z najpiękniejszych oscarowych  piosenek w historii kina) miała być wycięta przez wytwórnię? A Audrey Hepburn wcale nie chciała przyjąć roli Holly Golightly. Bardzo podoba mi się recenzja "New York Times", który pisze, że ta książka jest "jak dobrze skrojona mała czarna, której "Śniadanie u Tiffany'ego przyniosło sławę".


Miłego weekendu Wam życzę. Odpoczywajcie, spacerów nie polecam, bo można nosy odmrozić!
Lulu




środa, 8 stycznia 2014

Wiosennie

Czy wszyscy powrócili cali i zdrowi do pracy po świątecznym lenistwie. Tym, którzy mieli ponad dwa tygodnie wolnego pewnie ciężko było podnieść się z łóżka wczoraj  o poranku. Ale myślę, że dziś już wszyscy zwarci i gotowi na stanowiskach, naładowani pozytywnymi wibracjami zabieramy się do działania ;) Ja osobiście bardzo lubię swoją pracę, nie traktuję jej w kategoriach harówki, ale wczorajszy poranek nie był najszczęśliwszy. Tym, którzy mają gorsze chwile polecam pysznego grzańca wieczorem, dobrą książkę i pozytywne myślenie.
 Styczeń już nam się rozgościł, zimy nie uraczyliśmy, dni już dłuższe, coraz mniej czasu pozostało do wiosny, jak dla mnie bomba! Podejrzewam, że jeszcze nas ta zima zaskoczy, ale i tak już bliżej końca niż dalej i to mnie podtrzymuje w lepszej formie!


Ostatni weekend spędziliśmy bardzo południowo :) 
Spontaniczny wypad w góry ze znajomymi delikatnie nas zmęczył, w pozytywnym tego słowa znaczeniu oczywiście! (P.S. Najlepsi kompani ever!)
W związku z tym, że w naszych Tatrach deficyt śniegu, weekend spędziliśmy pod znakiem smakowania góralskich frykasów w urokliwych karczmach.

 
Kwaśnicę tego wyjazdu zaliczyliśmy w "Karcmie pod Stacyjom" w Bukowinie Tatrzańskiej, którą szczerze polecam - bardzo miła obsługa, a jedzenie pycha, nic dodać nic ująć!


 
Zahaczyliśmy jeszcze o Kraków, a tam pod Wawelem hiacynty i magnolie nic sobie nie robią z zimy, tylko zaczynają kwitnąć!



Widok dziewczynki w czerwonym płaszczyku w Krakowie wywarł na mnie duże wrażenie. Fani "Listy Shindlera" i Romy Ligockiej z pewnością wiedzą dlaczego :)


Zahaczyliśmy jeszcze o Jarmark bożonarodzeniowy, cudowności....

 
Nowe pomysły w Lulu zaczynają wkraczać w fazę projektową, myślę że już przestawiamy się na wiosenne klimaty. Zaczynamy powroty do pasteli....ale w połączeniu z ukochanym melanżowym dresem! Z następnym postem przedstawię wiosenne zapowiedzi.
Wiosno przybywaj, zimo uciekaj, hej! (Coś mi zostało z weekendu, hej;))

Miłego popołudnia,
Lulu

piątek, 3 stycznia 2014

Keep calm and enjoy 2014!

Witam Was w Nowym Roku! 
Pewnie jeszcze część odpoczywa po świątecznych i sylwestrowych szaleństwach. Ja w tym roku od pierwszych dni żyje w podekscytowaniu, że wydarzy się coś wyjątkowego. Myślę, że to wynika z faktu mojej dość ambitnej listy postanowień noworocznych i już od pierwszego dnia chciałabym wdrażać punkt po punkcie, aby nic nie zostawić na ostatnią chwilę :)
Jak spędziliście Sylwestra? My się delikatnie wcieliliśmy w inne role:P
Pokojóweczka Lulu w akcji ;)

 
Czy też macie swoją listę postanowień??? Ja zawsze podchodziłam do tego z dużym dystansem, bo niby czym postanowienie noworoczne ma się różnić od tego ze środka roku, ale taki pierwszy dzień ma dość magiczny wydźwięk, i idąc za ciosem (udało mi się osiągnąć zeszłoroczny cel, czyt. moje blogowanie trwa) w tym roku rozszerzyłam swoją listę:P


Kalendarz na nowy rok zakupiony, lista wklejona i tylko czekać na realizację ;) oczywiście nie robię z tego wielkiego wydarzenia, ale wiem, że im dłużej będę o tym myślała, tym lepiej mi się utrwali i może coś z tego wyjdzie!

Najważniejszym mottem tego roku jest dla mnie sentencja: 
Co masz zrobić jutro, zrób dziś!
Może ktoś powie, że dość banalne, ale wiem, że w moim przypadku odkładanie czegoś na jutro = na święte nigdy! Dlatego tej dewizy muszę się trzymać, aż wejdzie mi w krew lepsza organizacja i systematyczność!


Już dziś pierwszy dzień zdrowego odżywiania. Obiadek do pracy został poczyniony wczorajszym wieczorem, między odkurzaniem, a sprzątaniem szafki. Właściwie samo się robiło. Odkryłam fantastyczną moc parowaru :D
Dziś na tapecie pyszna rybka z warzywami!


W związku z tym, że wybiła mi pierwsza rocznica pisania bloga, tort pochodzący z książki będącej tegorocznym prezentem gwiazdkowym, musi pojawić się na stole.
Znam go już od jakiegoś czasu i jest to mój ulubiony tort. Po pierwsze dlatego, że jest bezowy (nieskromnie się pochwalę, że beza mi wyszła idealna, co nie jest łatwym osiągnięciem!), a po drugie kwaśny. Polecam Wam serdecznie lemon curd domowej roboty, już kiedyś  o nim pisałam. Przepis pochodzący z moich wypieków jest bardzo dobry i sprawdzony wielokrotnie!



Dziękuję Wam moi wspaniali podczytywacze za to, że jesteście i czytacie moje posty. Bez Was nie byłoby bloga, a każde pytanie "kiedy następny wpis" wywołuje banana na mojej twarzy, a serce rośnie, bo satysfakcja z faktu, że mogę raz na jakiś czas zagościć w waszych domach za pomocą ekranu komputera jest olbrzymia. Zaczynając przygodę z blogowaniem nie myślałam, że będę miała stałą grupę powracających do mnie "blogowych znajomych".

Na kolejny rok życzę wszystkim zdrowia, aby plany, które spisaliście bądź macie w głowie, udało się zrealizować. Poza tym, miłości, która uskrzydla, dodaje nam wiary we własne możliwości i mobilizuje do walki o lepsze życie, oraz pozytywnego nastawienia. Cieszmy się, że mamy siebie, swoimi i najbliższych najmniejszymi nawet powodzeniami, ale też radujmy się prostymi rzeczami. Niech słońce zawsze nam świeci, a szklanka będzie do połowy pełna! Tego Wam i sobie również życzę na każdy kolejny dzień Nowego 2014 roku.
Zaczynamy nową przygodę, trzymaj się kto może!


P.S. Lecimy dziś spontanicznie w nasze polskie góry, podobno nie ma śniegu, to może się trochę poopalamy;) Relacje w przyszłym tygodniu!
Do przeczytania,
Lulu