wtorek, 10 lutego 2015

Co z tymi ścianami?

Ostatni tydzień nie należał do moich najlepszych niestety... dopadło mnie choróbsko i to tak mocno, że wciąż nie chce odpuścić. Babcine sposoby na chorobę działają owszem, ale niestety w żółłwimmm tempie, więc musimy się uzbroić w cierpliwość i na dłuższą metę zaprzyjaźnić z syropem z pędów sosny i czosnkiem. Nasi domownicy mają deliktnie przerąbane, ale cóż w ciąży się nie jest zbyt często, więc i oni muszą to przetrwać :D
 W przerwach między przygotowywaniem czarodziejskich mikstur, spaniem, leżeniem, zadręczaniem się, że jeszcze tyle rzeczy na głowie, a ja muszę leżeć w łóżku (!), przewertowałam chyba setki stron z tapetami do pokojów dziecięcych i tak oto powstał pierwszy post z serii "Urządzamy pokoik". Dopiero przymierzamy się do wyboru odpowiedniej kolorystyki ścian, ale na pewno będzie to coś neutralnego, czyt. szarości :). Chyba poszalejemy trochę z tapetowaniem, bo jakoś dziecięce pokoje nieustannie kojarzą mi się z wytapetowanymi ścianami, może dlatego, że wprowadza ona przytulność do pomieszczenia?
Mam kilka typów. W związku z tym, że spodziewamy się synka, wszelkie pudrowe róże, które uwielbiam odpadają, ale inne pastele jak najbardziej wchodzą w grę. 
Tyle firm oferuje piękne tapety, że nie wiem jak się zdecydować na coś konkretnego??? 
Poniżej trochę inspiracji, takie moje małe wybory, ale czy na którąś tych się zdecyduje, tego jeszcze nie wiem :) Może Was trochę zainspiruję?:
 1) http://www.mukakiandfriends.pl/46-tapety




2) http://zyrafyzszafy.pl/pl/c/Tapety/48







3) http://www.trilli.pl/index.php/sklep/akcesoria/fototapety



 4) http://www.tapetydladzieci.net/



I na co tu się zdecydować??? :/ Początkowo myślałam o paskach, ale teraz to już sama nie wiem, niektóre tapety są takie śliczne, że żałuję, że już nie jestem dzieckiem hihi ;)
I na koniec kropy the best of :) ! Nawet skosy im nie straszne :D

Do przeczytania!
Lulu

wtorek, 3 lutego 2015

Nowe życie...


Nie wiem czy któraś z Was, będąc jeszcze nastolatką, czy chwilę później zastanawiała się, jak będzie wyglądać Wasze życie za 10, 15 lat? Ja bardzo często miałam takie myśli... czy znajdę na swojej drodze bratnią duszę, kogoś z kim będziemy rozumieć się bez słów, jak będzie wyglądał mój dom, czy i kiedy będę miała dzieci.... co będę robiła w wieku 30 lat....?

Obecnie jestem w dość odmiennym stanie, czeka mnie niedługo jak to niektórzy mówią "przewartościowanie jestestwa"... O tak, jestem pewna, że moje, a raczej nasze życie się zmieni, bo wraz z budzącą się wiosną do życia naturą, ja w maju dam życie nowemu człowiekowi. I pewnie nic by w tym nie było szczególnego, bo miliardy kobiet na świecie rodzą miliardy dzieci i uważamy to za coś naturalnego, jednak stając w obliczu tego doświadczenia, kiedy widzisz jak Twój brzuch staje się coraz większy, a małe stworzenie daje o sobie znać pokonując kilometry maratonu w Twoim brzuchu, to już przestaje być takie zwykłe! To przecież jest cud...cud, za który dziękuję Bogu każdego dnia, i choć może z zewnątrz nie widać po mnie, że jestem podekscytowana tym, co już niedługo się stanie, bo nie czytam fachowej literatury, nie mam jeszcze żadnych ubranek (sic!), a to już 7 miesiąc (!), a w moim domu atmosfera nie zapowiada nadejścia nowego członka rodziny, to w głębi duszy czuję, że doświadczam czegoś wyjątkowego i niepowtarzalnego!

Wiele z moich czytelniczek jest mamami, lub tak jak ja niedługo nimi zostaną. Chciałabym, aby blog był swego rodzaju pamiątką po tych chwilach, które przeżywam, a które tak szybko mijają. Dlatego mam nadzieję, że nie będziecie rozczarowane, jeśli teraz trochę więcej będzie na Lulu Home o dzieciach :) Nie będę udzielała absolutnie żadnych porad jak zajmować się dzieckiem, bo sama nie mam o tym jeszcze bladego pojęcia, poza tym jedno teoria, drugie praktyka. Chciałabym do tematu podejść z bardziej estetycznej strony:) Sama jestem na etapie doboru kolorystyki pokoju, ciekawych i pomocnych gadżetów (choć od razu piszę, że będzie ich bardzo bardzo mało, gdyż nie znoszę niepotrzebnie plączących się "pomocników" po mieszkaniu), pościeli, ubranek, zabawek.... Mój świat Lulu Home wciąż będzie numerem 1, ale teraz będzie musiał podzielić się troszeczkę z rozpychającym się łokciami światem Lulu Kids. W ten sposób chciałabym połączyć przyjemne z pożytecznym:)

Przygotowuję właśnie kolekcję na Wiosnę/Lato moich dwóch linii...będzie pastelowo, pastelowo, pastelowo....wesoło i słodko. Tak też będzie w moim domu. Mam sporo pomysłów na urządzenie zakątka mojego mieszkania dla małej kruszynki, podzielę się z Wami moimi pomysłami, może którąś z Was zainspiruję, albo natchnę do odwiedzenia mojego świata Lulu Kids :)
A zatem witaj przygodo, ruszacie ze mną w podróż po spełnianie marzeń? :) 
Zapraszam!
Lulu

niedziela, 1 lutego 2015

Ogrzać się w blasku świec


Obiecałam ostatnio, że kolejny post będzie poświęcony naszemu nowemu nabytkowi. Mebel, zrobiony własnoręcznie przez moich dwóch mężczyzn - tatę i G. prezentuje się bardzo dostojnie, ale też przytulnie, a co najważniejsze każdy z Was może go wykonać samodzielnie w domu! Potrzebujecie tylko kilka desek, drewnianych ozdób (można kupić gotowe pięknie rzeźbione dekoracje), trochę chęci, odrobinę wyobraźni i czasu :)...i jak Wam się podoba?

Już dawno pisałam na blogu, że jednym z elementów wystroju mojego mieszkania będzie portal kominkowy. Bardzo chciałam obudować olbrzymi grzejnik, który stał w dość centralnym miejscu w salonie i trochę straszył ;) Doczekałam się pięknego portalu, szczerze to gdy projekt był jeszcze w głowie nie spodziewałam się takiego efektu :).... Moja mama mówi, że ja to mam dobrze, coś wymyślę, a faceci zaraz mi zrobią. Tak! To prawda mam bardzo dobrze i każdej kobiecie życzę takich mężczyzn wokół siebie :)
A tymczasem wspólnie ogrzejmy się w blasku świec..może mi nie wierzycie, ale jakoś kubek z herbatą lepiej smakuje w takiej aranżacji, nie wspominając o książce, która wciąga jak nigdy! G wyjechał, a my z Miss Blue zostałyśmy same i taki wieczór z kubkiem herbaty pod kocem z mruczącym kotem przytulonym do brzucha to olbrzymie szczęście! Ja cieszę się takimi wieczorami i Wam też polecam spróbować!
Lulu

piątek, 9 stycznia 2015

Come back???

Puk puk, czy jeszcze ktoś tu zagląda? Takiego przestoju w blogowaniu nie miałam chyba nigdy :( Nie będę się tłumaczyła, chyba brak motywacji i chęci mnie dopadł. Początek roku, a wraz z nim czas podsumowań i planów.

 Mój rok był pracowity, ale zmian w życiu osobistym nie zabrakło, o nie! Było pięknie, szczęśliwie i radośnie, ale jak to w życiu nie brakowało chwil smutku, zadumy i utraty kogoś bliskiego... Jednak żyjąc zgodnie z zasadą, że szklanka jest do połowy pełna jest dużo łatwiej. Cieszę się każdym dniem, tym że jest śnieg, albo i go nie ma...to nie jest tak istotne jak fakt, że jesteśmy razem. Świąteczny czas jak żaden inny pozwolił na refleksje i moje serce wypełnia radość, że jest jak jest! Bo jest dobrze i oby tak było jak najdłużej!

W Lulu Home przyszedł czas porządków i planów na Nowy Rok. Jest ich sporo, obowiązków przybywa, ale będę musiała je prawdopodobnie z kimś podzielić. Nowa linia Lulu Kids narazie tkwi w głowie lub projekty na papierze. Styczeń to będzie miesiąc właśnie dla tej części świata Lulu. Swój renesans przeżywają skrzynie na zabawki, co mnie ogromnie cieszy, a widząc zdjęcia dzieciaczków ciąganych przez rodziców w skrzyniach, które mi przesyłacie, serce rośnie! Wiem, że to co robię ma wielki sens, dawanie komuś radości to największe szczęście dla rękodzielnika, który w przygotowywane przez siebie produkty wkłada całe serce.

        (foto zamieszczone dzięki życzliwości At Amelia's Home, którą serdecznie pozdrawiam :))
Trochę nam się zaczęło zmieniać w mieszkaniu. Już jakiś czas temu metamorfozę przeszły krzesła, o których wspominałam. Takie zdecydowanie bardziej mi się podobają :D Na okres świąteczny przybrały odświętny strój ;) przy lepszym świetle za oknem zaprezentuję je w całej okazałości...Chcieliśmy wprowadzić trochę urozmaicenia, zawsze podobały mi się zestawy różnych krzeseł przy stole np. w jednym kolorze lub o podobnej fakturze, ale nie takie same. Ja narazie na inne nie mogę sobie pozwolić, ale zaszalałam z tapicerką, każde ma inną, choć w tej samej gamie barw, od zimnego turkusu po ciemną szarość...a co!


Wiecie, że nie znoszę firanek, ale okna z samymi roletami to też nie mój klimat, szczególnie zimą, gdy potrzebujemy ciepła i przytulności w naszych domach. Tak oto powstały nowe, nazywam to firanko-zasłonami, gdyż, nie są ciężkie jak zasłony, ale mają na tyle gruby splot, że z powodzeniem ocieplają nam salon. W trochę barokowym stylu, przesycone falbanami, ale projektując je, wiedziałam, że będą pasowały do naszych kątów. I znowu aura za oknem nie sprzyja robieniu zdjęć, tym bardziej, że obiektyw mi szwankuje...


Mój tegoroczny Mikołaj zaskoczył mnie jak jeszcze nigdy na gwiazdkę:) Nasz nowy członek rodziny, Miss Blue, bo to niebieski Brytyjczyk, o którym od dawna marzyłam, wyleguje się na łóżku i już się chyba przyzwyczaiła do nowego domku. Uwielbiam tę kotkę, jest mięciutka jak pluszak i kochana jak chyba każde zwierzę, któremu okazuje się odrobinę miłości ;)


Kilka dni temu dotarł do mnie kolejny, ósmy już brulion Mimi i Zorkiego, tym razem "Wszystkie smaki życia", część letnia. Ci, co mnie czytają wiedzą, że to jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie pozycji na rynku wydawniczym, a taki zestaw wieczorny jest dla mnie jedną z najlepszych rozrywek zimowych...ech starzeję się??


A na następny raz szykuję mały wnętrzarski pościk, dla tych wszystkich którzy piszą, że lubią czytać jak się zmienia nasze M...coś co planowaliśmy od początku zrealizować, ale zawsze brakowało na to czasu...w końcu rodzi się mój nastrojowy kącik, ale o tym już następnym razem...obiecuję, że nie pozwolę, abyście tyle na mnie czekali! :)
Żegnam się z Wami zdjęciami mojego futrzaka, czy te oczy nie przypominają Wam trochę kotka ze Shreka??:) Czuję, że będziecie mieli dość patrzenia się na mojego sierściuszka, ale jak dla mnie jest tak piękna, że co wieczór nie mogę oderwać od niej wzroku hihi ;).


Pozdrawiam Was z  mroźnego wschodu! Zima króluje, ale jest pięknie! :D
Lulu

wtorek, 9 września 2014

Węgierskie impresje


Post długoweekendowy się opóźnił...ech życie ktoś by powiedział. Organizacja znowu nie jest moją najlepszą stroną, ale już wracam i prezentuję :)

Na Węgry pojechaliśmy za namową Bomimi i Zorkiego :) No może nie bezpośrednią, ale oczarowali nas swoimi brulionami i wpisem m.in. z Veszprem. Okolice Balatonu to niemała gratka dla wielbicieli spokojnego odpoczynku, relaksu w pięknych okolicznościach przyrody, a półwysep Tihany to raj dla takich wariatów jak JA :)


Tihany słynie z malowniczych widoków, na których rozciągają się całe połacie fioletowych dywanów utkanych z kwiatów pachnącej lawendy. Niestety dotarliśmy tam już po zbiorach, ale sklepy wypełnione po brzegi produktami z lawendy cieszyły moje oko jak nic innego. A próbowaliście lawendowych lodów??? Nie smakują wcale jak mydło, z czekoladą są wyborne ;)


Poza Tihany odwiedziliśmy również Balatonfüred, w którym degustacja regionalnych win jest tak rozpowszechniona jak chyba nigdzie indziej. Wzdłuż pięknego bulwaru ciągnął się budki, w których producenci tego pysznego trunku prezentują swoje wyroby. Jeśli coś nam zasmakuje możemy kupić sobie kieliszek lub więcej i rozkoszować się widokami na turkusowy Balaton popijając wino, wyprodukowane z winogron wygrzanych węgierskim słońcem. Pycha....

 

Veszprem to jedna z pierwszych osad na Węgrzech, niektórzy porównują ją do naszego Gniezna. Jest pięknie położona między zielonymi wzgórzami, z niewielką acz bardzo zadbaną starówką, na której można spróbować pyszności m.in. w restauracji Elefant, którą bardzo serdecznie polecam i pysznych lodów o smaku mascarpone w lodziarni Bella Mia!


 
Ostatni dzień zarezerwowaliśmy sobie na Budapeszt. To była moja pierwsza podróż do stolicy Węgier i szczerze zostałam bardzo (!) pozytywnie zaskoczona, podobnie jak moi współtowarzysze :D Takiej ilości cudownych kamienic jak tam nie widziałam jeszcze nigdzie, Praga goni Budapeszt, ale budynek Parlamentu mówiąc kolokwialnie rozkłada każdy z dotychczasowych widoków na łopatki. To jest po prostu arcydzieło! I żadne zdjęcie nie odda tej wielkości, przepychu i dostojeństwa, jaki ten budynek prezentuje. Przy budowie Parlamentu na przełomie XIX i XX w. pracowało 1000 osób, zużyto 40 kilogramów złota, pół miliona kamieni szlachetnych i 40 milionów cegieł. Położony jest ponadto w bardzo dobrym miejscu, nad samym Dunajem i przejeżdżając przez każdy most ze strony Budy do Pesztu wita swoim dostojeństwem przybyszów. Przechadzając się i przejeżdżając rowerami uliczkami Budapesztu, czuliśmy się trochę jak w innym świecie, inne czasy, te, które uwielbiam, cieniące estetykę, wszelkie zdobienia i sztukaterie biły po oczach. Chciałam sfotografować wszystko, bo każda jedna rzecz była piękna i oryginalna, ale niestety i tak już dostałam ksywkę japoński turysta, więc jedyne co mogę zrobić, to tym którzy nie widzieli jeszcze tego miasta pozostaje zarekomendować, a resztę mam nadzieję, że choć trochę skuszę do powrotu między zaczarowane uliczki, zapraszające do przycupnięcia i zrelaksowania się przy kawie lub lampce wina.




Nasza wycieczka była niestety bardzo intensywna, ponieważ nad Balaton pojechaliśmy samochodem zaledwie na 3 i pół dnia z podróżą! Dlatego zobaczyliśmy tylko ułamek tego co byśmy chcieli, ale i tak szczęśliwi i pełni energii na kolejne przygody wróciliśmy do domu :)
 Może już niedługo kolejna przygoda...ale narazie cicho sza...:)
Udanego tygodnia moi podczytywacze! 
Lulu

środa, 27 sierpnia 2014

Odrobina szczęścia na co dzień :)


 Do napisania tego posta zainspirowała mnie pewna lista, którą przeczytałam na blogu http://www.edytazajac.pl/. Tekst był o 20 cechach szczęśliwej osoby, link poniżej:
http://www.edytazajac.pl/2014/08/sukces-20-cech-szczesliwej-osoby.html

To prawda, że są takie dni w życiu, że mimo powtarzania sobie w głowie, że wszystko jest ok czujemy niepokój, niechęć, apatię do wszystkiego i wszystkich. Zrozumiałam jednak, że takie momenty też są ważne, abyśmy potrafili docenić chwile szczęścia i spełnienia. Nie jestem psychologiem, więc już nie będę się "wymądrzać" ze swoją wiedzą na temat działania ludzkiej psychiki, w każdym razie tekst Edyty Zając z powyższego posta bardzo do mnie przemawia, i wiem, że uśmiech jest zaraźliwy.....zatem uszy do góry wszystkie smutasy, dzień się dopiero zaczyna, wypijmy smaczną kawkę i cieszmy się z ostatnich chwil letnich promieni słońca! 


Dzisiaj jeszcze pokażę Wam kolejny rower, który przeszedł głęboką metamorfozę pod czujnym okiem wspaniałego "cudotwórcy" i jego pomocnicy..:) Jeśli marzy Wam się taka maszyna, lub macie pomysł na rower w kolorach swojego projektu dajcie znać! Ten był prezentem z okazji pierwszej rocznicy ślubu - słodko prawda? :) Pojechał już w świat i cieszy nową właścicielkę :)

Przed:


I po....:)




Tymczasem zmykam do pracy, jeszcze w tym tygodniu obiecuję (!) naskrobię kilka słów o moim dłuuugim weekendzie...bo działo się, oj działo! I będę miała jeszcze małą niespodziankę...ale o tym wkrótce!


Miłego dnia moi podczytywacze,
Lulu