Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lulu w kuchni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lulu w kuchni. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 sierpnia 2014

Szczypta francuskiej elegancji...


Lawenda już powędrowała do specjalnie przygotowanych woreczków ozdobnych. Zasiliły szafy i jak na perfekcyjną żonę przystało, będą dbały o to, aby męża garnitury były w nienagannym stanie (czytaj- nie pożarły ich mole;), choć u nas raczej takiego niebezpieczeństwa nie ma). Efekt zadowalający, jedyny problem jest taki, że lawenda nie uwalnia swojego zapachu dopóki się jej nie potrze..., czyli mam stać nieustannie w szafie i pocierać...? To zdecydowanie mało fascynujące zajęcie :D

Ostatnio wpadł mi w ręce ciekawy poradnik...chociaż nie lubię tego typu pozycji, zaintrygował mnie:) Postać Coco Chanel jest tematem niejednej książki, a jeszcze jeśli mówimy o jej stylu to możemy przebierać w poradnikach do woli. Ten jest o tyle ciekawy, że przeplata wątki z życia samej Chanel z elementami ubioru i stylu, który ona propagowała. Polecam jako lekką lekturę na lato, może na plażę? Ja korzystam z odpoczynku na balkonie w świetle zachodzącego słońca...też jest fajnie!



 Co myślicie o moich kubasach??? Jak dla mnie poezja, herbatka z takiego kubka smakuje mega :)! Już wiem, że motyw róż, od którego chciałam trochę uciec jest tym, ktory najbardziej do mnie przemawia! A w Lulu Home dostępne są też filiżanki z tymi samymi różyczkami!


A na koniec mały przepis na wykorzystanie bobu. Zapewne niejednokrotnie zastanawialiście się, co z niego zrobić? Zazwyczaj go tylko gotujemy i zjadamy na surowo. W zeszłym roku zaproponowałam Wam pyszny musztardowo-miętowy sos do bobu, link tutaj. Dzisiaj z kolei polecam pyszną sałatkę na upalne popołudnie.

Sałatka z bobu i szynki parmeńskiej

500 g bobu
6 plastrów szynki parmeńskiej
ser tyu bałkańskiego, lub inny słonawy, ale nie rozpadający się za bardzo
bazylia
oliwa
sół, pieprz

Bób należy ugotować do miękkości, obrać ze skóry, jeśli jest twarda. Szynkę pociąć w cienkie paski, ser w kostkę, wszystko wrzucić do miski, dodać posiekaną bazylię, polać odrobiną oliwy i doprawić solą i pieprzem. Możecie też delikatne skropić sokiem z cytryny. 
Smacznego!


Miłego dnia,
Lulu

piątek, 3 stycznia 2014

Keep calm and enjoy 2014!

Witam Was w Nowym Roku! 
Pewnie jeszcze część odpoczywa po świątecznych i sylwestrowych szaleństwach. Ja w tym roku od pierwszych dni żyje w podekscytowaniu, że wydarzy się coś wyjątkowego. Myślę, że to wynika z faktu mojej dość ambitnej listy postanowień noworocznych i już od pierwszego dnia chciałabym wdrażać punkt po punkcie, aby nic nie zostawić na ostatnią chwilę :)
Jak spędziliście Sylwestra? My się delikatnie wcieliliśmy w inne role:P
Pokojóweczka Lulu w akcji ;)

 
Czy też macie swoją listę postanowień??? Ja zawsze podchodziłam do tego z dużym dystansem, bo niby czym postanowienie noworoczne ma się różnić od tego ze środka roku, ale taki pierwszy dzień ma dość magiczny wydźwięk, i idąc za ciosem (udało mi się osiągnąć zeszłoroczny cel, czyt. moje blogowanie trwa) w tym roku rozszerzyłam swoją listę:P


Kalendarz na nowy rok zakupiony, lista wklejona i tylko czekać na realizację ;) oczywiście nie robię z tego wielkiego wydarzenia, ale wiem, że im dłużej będę o tym myślała, tym lepiej mi się utrwali i może coś z tego wyjdzie!

Najważniejszym mottem tego roku jest dla mnie sentencja: 
Co masz zrobić jutro, zrób dziś!
Może ktoś powie, że dość banalne, ale wiem, że w moim przypadku odkładanie czegoś na jutro = na święte nigdy! Dlatego tej dewizy muszę się trzymać, aż wejdzie mi w krew lepsza organizacja i systematyczność!


Już dziś pierwszy dzień zdrowego odżywiania. Obiadek do pracy został poczyniony wczorajszym wieczorem, między odkurzaniem, a sprzątaniem szafki. Właściwie samo się robiło. Odkryłam fantastyczną moc parowaru :D
Dziś na tapecie pyszna rybka z warzywami!


W związku z tym, że wybiła mi pierwsza rocznica pisania bloga, tort pochodzący z książki będącej tegorocznym prezentem gwiazdkowym, musi pojawić się na stole.
Znam go już od jakiegoś czasu i jest to mój ulubiony tort. Po pierwsze dlatego, że jest bezowy (nieskromnie się pochwalę, że beza mi wyszła idealna, co nie jest łatwym osiągnięciem!), a po drugie kwaśny. Polecam Wam serdecznie lemon curd domowej roboty, już kiedyś  o nim pisałam. Przepis pochodzący z moich wypieków jest bardzo dobry i sprawdzony wielokrotnie!



Dziękuję Wam moi wspaniali podczytywacze za to, że jesteście i czytacie moje posty. Bez Was nie byłoby bloga, a każde pytanie "kiedy następny wpis" wywołuje banana na mojej twarzy, a serce rośnie, bo satysfakcja z faktu, że mogę raz na jakiś czas zagościć w waszych domach za pomocą ekranu komputera jest olbrzymia. Zaczynając przygodę z blogowaniem nie myślałam, że będę miała stałą grupę powracających do mnie "blogowych znajomych".

Na kolejny rok życzę wszystkim zdrowia, aby plany, które spisaliście bądź macie w głowie, udało się zrealizować. Poza tym, miłości, która uskrzydla, dodaje nam wiary we własne możliwości i mobilizuje do walki o lepsze życie, oraz pozytywnego nastawienia. Cieszmy się, że mamy siebie, swoimi i najbliższych najmniejszymi nawet powodzeniami, ale też radujmy się prostymi rzeczami. Niech słońce zawsze nam świeci, a szklanka będzie do połowy pełna! Tego Wam i sobie również życzę na każdy kolejny dzień Nowego 2014 roku.
Zaczynamy nową przygodę, trzymaj się kto może!


P.S. Lecimy dziś spontanicznie w nasze polskie góry, podobno nie ma śniegu, to może się trochę poopalamy;) Relacje w przyszłym tygodniu!
Do przeczytania,
Lulu

wtorek, 5 listopada 2013

Zadyniowani!

Witajcie po świętach. Listopad to czas zadumy i refleksji. Mam nadzieję, że nie popadliście w jesienną depresję i myślę, że narazie aura za oknem pomaga nam w walce z rozdrażnieniem i chandrą. Na nudę ostatnio nie narzekam. Dynia króluje nam na stole i dzisiaj krótki post właśnie o tym w energetycznie pomarańczowym kolorze warzywie.


Nie jestem jednak miłośnikiem pomarańczowego i już myślę, co zrobić, aby dynie (te żywe) lepiej komponowały się w moim domu. Ciekawym pomysłem jest mała ingerencja w skórkę, dotyczy to oczywiście tylko tych dyń, które mają pełnić funkcję dekoracyjną.  Co myślicie o pomalowaniu?
Kilka inspiracji:







Dla fanów dyni przygotowałam dwa ciekawe przepisy.
Pierwszy to pasztet dyniowy. Oczywiście słowo pasztet jest zbyt wygórowane, gdyż z mięsem ma niewiele wspólnego, ale zarówno wegetarianie, jak i miłośnicy mięsa jednogłośnie uznali, że jest smaczny.

Składniki:

pół dużej dyni
4 cebule
5 ząbków czosnku
3 średnie marchewki
2 średnie pietruszki
2 jajka
szklanka orzechów włoskich
pół szklanki siemienia lnianego
pół szklanki ziaren słonecznika
szklanka bułki tartej
łyżka kurkumy
szczypta gałki muszkatałowej
sól, pieprz do smaku
Dynię, marchew i pietruszkę obieramy, czyścimy i kroimy w kawałki. Wkładamy do naczynia żaroodpornego i pieczemy przez ok.1 godziny w temp. 190 stopni. W tym czasie cebulę siekamy w kostkę i smażymy na patelni. Po upieczeniu, dynię i resztę składników wrzucamy do pojemnika i rozcieramy na gładką masę (włącznie z orzechami). Dodajemy jajka i przyprawy. Jeśli masa jest zbyt rzadka możemy dodać więcej bułki tartej lub kaszy manny. Przekładamy do keksówek lub innych naczyń, które lubimy i posypujemy ziarnem słonecznika. 
Pieczemy w temp. 180 stopni przez 45 minut.
Smacznego!


Drugi pomysł na wykorzystanie dyni to coś słodkiego.
Muffiny dyniowo-pomarańczowe

Składniki:

1 szklanka purée z dyni (dynię obraną i oczyszczoną kroimy w kostkę, wrzucamy do garnka, lejemy na dno trochę wody, ab nie przywarła i gotujemy na wolnym ogniu aż zmięknie, następnie blenderujemy)
300 gram mąki pszennej (może być razowa)
150 gram cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
pół łyżeczki sody
pół szklanki oleju
4 łyżki mleka
2 jajka
skórka otarta z dwóch pomarańczy i sok z połowy
szczypta soli
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
Jak to zwykle w przypadku muffin, w jednej misce mieszamy suche składniki, w drugiej mokre, następnie wlewamy mokre do suchych i mieszamy tylko do połączenia się składników (wskazane grudki). Przekładamy do papilotek, możemy na wierzch położyć łyżkę powideł śliwkowych lub konfitury wiśniowej. Pieczemy 25 minut w 180 stopniach (do tzw. suchego patyczka).
Muffinki są bardzo mokre, pomarańczowe i pulchniutkie.
Pycha!


Na koniec jeszcze ostatnie poczynanie, mega falbaniasty fartuszek, już do kupienia w Lulu Home!


Udanego tygodnia życzę wszystkim moim podczytywaczom. 
Do przeczytania,
Lulu

piątek, 4 października 2013

Czerwony październik


Zimno nam się zrobiło za oknem, a to dopiero kilka dni kalendarzowej jesieni. W Lulu zaczęliśmy zmieniać aranżację na bardziej odpowiednią do tej pory roku. U mnie jesienią zawsze królują przepyszne polskie jabłka, ba nie tyle polskie, co podlaskie, a dokładniej pochodzące z sadu mojego taty. Mam to szczęście, że smak różnych odmian jabłek towarzyszy mi odkąd pamiętam. A że polskie jabłka są chyba najlepsze na świecie wiedzą nie tylko u nas. Polski klimat jabłka bardzo pokochały i chwała im za to! Najlepsi francuscy producenci cydru importują jabłka właśnie od nas Polaków!


W związku z tym, że nastał sezon na te owoce ( i jeszcze ukochane dynie, o których w kolejnym poście) zamierzam spożywać je pod każdą postacią i Was również zachęcam! W tym roku, oprócz samych jabłek opijam się sokiem wyprodukowanym z owoców bez innych domieszek - jest bardzo intensywny w smaku, jak koncentrat, dlatego mieszam go z wodą. Nie jestem fanką soków z kartonów, właściwie w ogóle ich nie piję, bo są za słodkie i mają różne dziwne substancje, które pozwalają im przetrwać w ekstremalnych warunkach nawet kilka lat (!). Jednak ten sok jest zupełnie inny. Produkowany jest z samych owoców (ten pochodzi z jabłek mojego taty, więc mam jeszcze większą świadomość tego, co piję), może stać do 12 miesięcy w niskich temperaturach, w domu powinien być spożyty w ciągu 3 miesięcy, a po otwarciu w ciągu dwóch tygodni, gdyż jedynym środkiem konserwującym jest tutaj temperatura 80 stopni, czyli pasteryzacja. W smaku jest wyborny!

 Nie chcę robić sklepu z bloga, ale wiem, że część z Was może chciałaby spróbować takiego prawdziwego soku, a nie ma możliwości go zdobycia. Nie jest to droga impreza, sprzedawany jest w pojemnikach 3l i 5l. Jeśli macie ochotę na trochę witamin, śmiało piszcie, a ja postaram się i Wam zorganizować wyjątkowy napój na jesienne słoty!

Lulu też się zmienia jak wspomniałam wcześniej. Wraz z zimnem przyszedł czas na wkomponowanie w nasz ukochany świat pasteli trochę bardziej energetycznych barw. Ma to też pewnie związek z Marokiem, o czym pisałam w poprzednim poście. Jeśli lubicie jasne pomieszczenia, z delikatnym dodatkiem pastelowych odcieni, nie bójcie się w sezonie jesienno-zimowym zaszaleć z intensywnymi kolorami. Czerwień rozgrzewa, kilka dodatków sprawi, że dom nabierze zupełnie innego wyrazu, stanie się przytulniejszy i zwyczajnie wnętrzarsko cieplejszy. Nie trzeba wiele, wystarczy mały obrusik, kilka czerwonych kubków, jakaś puszka, latarenka, czy szklana bomboniera wypełniona po brzegi pieknie wybarwionymi jabłkami!
Zamieszczam kilka zdjęć nowych szat Lulu Home, może Was trochę poinspirują!




Wrzosy dostały domek w postaci skrzynki po winie. Niestety już chyba ostatnie ich dni, niedługo poszukamy listopadowych chryzantem.






 Emalia przeżywająca swój renesans pięknie komponuje się we wnętrzach w stylu shabby chic. Odrapany luksus to jest to, co emalia lubi najbardziej!
Na koniec jeszcze króciutki, prosty przepis na jabłkowy podwieczorek. 

Tymczasem zmykam.
Chyba dzisiaj słońce o nas nie zapomni!
Aha i jeszcze jedno! Dzisiaj jest Międzynarodowy Dzień Uśmiechu, także niech żaden smutas nie wychodzi na ulicę, cieszmy się z pięknej aury za oknem, z tego że mamy siebie nawzajem i zachęcam Was mocno do jabłkowego szaleństwa. Zbliża się weekend, więc może jakaś pyszna szarlotka???
Udanego końca tygodnia,
Lulu

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

P jak przetwórnia pomidorowa :)


Witam Was moi podczytywacze pod koniec wakacji. Mam nadzieję, że nie dopada Was jeszcze jesienna chandra, choć dziś jak jechałam rowerem do pracy to czułam wrześniowy zimny wiatr na nosie ;)  Ale nie dajemy się, bo jeszcze lato trwa! U nas jest intensywny okres zbierania plonów. Nie spodziewaliśmy się, że pomidory, które wysadzimy tak nas zbombardują! Robimy już wszystko co się da, począwszy od przecierów i soków, a skończywszy na ciekawym odkryciu, o którym za chwilę.



Ci, którzy są ze mną dłużej (tzn. czytali blog Lulu Decor), wiedzą, że dopiero zaczynamy przygodę z ekologicznym jedzeniem, a widok uśmiechających się warzyw wynagradza cały trud włożony w kilkumiesięczną pielęgnację. Jeśli jesteście smakoszami pomidorowymi, to poza tradycyjnymi przecierami polecam Wam wypróbować suszenie małych pomidorków z ziołami bądź bez i pakowanie na zimę do zamrażarki. W styczniowy wieczór takie pomidorki wrzucone do sałatki są naprawdę wyśmienite! Przyrządza się je bardzo prosto, bo wystarczy je dokładnie umyć, przeciąć na pół, większe na ćwiartki, ułożyć w piekarniku i suszyć przy uchylonych lekko drzwiczkach w temp.100 stopni przez ok.5 godzin. Później przekładacie do woreczków, wrzucacie do zamrażarki i kiedy tylko chcecie możecie mieć namiastkę lata na swoich talerzach!:)


Na początku pisałam o ciekawym pomidorowym odkryciu. Nigdy nie myślałam, że zielone pomidory mogą być smaczne....do wczoraj! Dżem z zielonych pomidorów ma świetny smak i nadaje się zarówno do naleśników, przekładania tortów, jak i kanapek z kurczakiem czy dodatek do rostbefu. Dżem pomidorowy jest popularnym dodatkiem w kuchni włoskiej.



A teraz zupełna zmiana tematu. Wszystkim tym, którzy planują zorganizować przyjęcie i chcieliby, aby było wyjątkowe i zaskoczyło wszystkich gości, polecam współpracę z firmą Dreamrise. Tworzą ją wspaniali ludzie, wrażliwi na piękno, pomysłowi, jednym słowem wyjątkowi. Byli ostatnio gośćmi w sklepiku Lulu Home i zobaczcie tylko jak pięknie opisali nas na swoim blogu  http://dreamrisestudio.wordpress.com/. Bardzo jest mi miło, gdy otrzymuję takie pozytywne opinie na temat mojego małego świata Lulu.
A na koniec pewna refleksja, która wczoraj przyszła mi na myśl. Czy macie tak czasami, że wracacie do filmu,  który już wcześniej widzieliście nie dlatego, że miał ciekawą, zaskakującą, mądrą fabułę, a tylko dlatego, że podobała Wam się pewna postać, jej charakter, styl życia, ubierania się etc???? Ja jestem fanką filmu "Lepiej późno niż później", który może nie jest najmłodszym filmem, ale ma świetną obsadę i w pochmurny dzień potrafi zadziałać lepiej niż promienie słońca. Jednak poza głównym wątkiem i dobrymi aktorami, coś jeszcze mnie przyciąga do oglądania tego filmu. Tym czymś są oczywiście wnętrza! Domek na plaży, który jest tam zaprezentowany, w żaden sposób nie przypomina typowego, małego domku nad brzegiem morza. To przepiękna nadmorska rezydencja, która urządzona została moim zdaniem w doskonałym guście, a gabinet Diane Keaton (filmowej Eriki Barry) jest obłędny. Szukałam trochę informacji na temat wnętrz urządzonych w tym filmie i natknęłam się na krótki wywiad przeprowadzony przez Elle Decoration z reżyserką i scenarzystką filmu Nancy Meyers. Jak się okazuje, to ona jest pasjonatką wnętrz w stylu nadmorskim, z przewagą bieli i błękitu, gdzie drewniane szprosy w drzwiach i oknach wprowadzają cudowny, letni nastrój. Jeśli chcecie poczytać odsyłam do linku, tutaj.





 Tym, którym zostało jeszcze trochę wakacji życze udanego odpoczynku, a resztę podczytywaczy zachęcam do obejrzenia "Lepiej późno niź później", tak na poprawę humoru i rozmarzenie się na temat naszych przyszłych nadmorskich rezydencji!
Do przeczytania,
Lulu