Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lulu na rowerze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lulu na rowerze. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 września 2014

Węgierskie impresje


Post długoweekendowy się opóźnił...ech życie ktoś by powiedział. Organizacja znowu nie jest moją najlepszą stroną, ale już wracam i prezentuję :)

Na Węgry pojechaliśmy za namową Bomimi i Zorkiego :) No może nie bezpośrednią, ale oczarowali nas swoimi brulionami i wpisem m.in. z Veszprem. Okolice Balatonu to niemała gratka dla wielbicieli spokojnego odpoczynku, relaksu w pięknych okolicznościach przyrody, a półwysep Tihany to raj dla takich wariatów jak JA :)


Tihany słynie z malowniczych widoków, na których rozciągają się całe połacie fioletowych dywanów utkanych z kwiatów pachnącej lawendy. Niestety dotarliśmy tam już po zbiorach, ale sklepy wypełnione po brzegi produktami z lawendy cieszyły moje oko jak nic innego. A próbowaliście lawendowych lodów??? Nie smakują wcale jak mydło, z czekoladą są wyborne ;)


Poza Tihany odwiedziliśmy również Balatonfüred, w którym degustacja regionalnych win jest tak rozpowszechniona jak chyba nigdzie indziej. Wzdłuż pięknego bulwaru ciągnął się budki, w których producenci tego pysznego trunku prezentują swoje wyroby. Jeśli coś nam zasmakuje możemy kupić sobie kieliszek lub więcej i rozkoszować się widokami na turkusowy Balaton popijając wino, wyprodukowane z winogron wygrzanych węgierskim słońcem. Pycha....

 

Veszprem to jedna z pierwszych osad na Węgrzech, niektórzy porównują ją do naszego Gniezna. Jest pięknie położona między zielonymi wzgórzami, z niewielką acz bardzo zadbaną starówką, na której można spróbować pyszności m.in. w restauracji Elefant, którą bardzo serdecznie polecam i pysznych lodów o smaku mascarpone w lodziarni Bella Mia!


 
Ostatni dzień zarezerwowaliśmy sobie na Budapeszt. To była moja pierwsza podróż do stolicy Węgier i szczerze zostałam bardzo (!) pozytywnie zaskoczona, podobnie jak moi współtowarzysze :D Takiej ilości cudownych kamienic jak tam nie widziałam jeszcze nigdzie, Praga goni Budapeszt, ale budynek Parlamentu mówiąc kolokwialnie rozkłada każdy z dotychczasowych widoków na łopatki. To jest po prostu arcydzieło! I żadne zdjęcie nie odda tej wielkości, przepychu i dostojeństwa, jaki ten budynek prezentuje. Przy budowie Parlamentu na przełomie XIX i XX w. pracowało 1000 osób, zużyto 40 kilogramów złota, pół miliona kamieni szlachetnych i 40 milionów cegieł. Położony jest ponadto w bardzo dobrym miejscu, nad samym Dunajem i przejeżdżając przez każdy most ze strony Budy do Pesztu wita swoim dostojeństwem przybyszów. Przechadzając się i przejeżdżając rowerami uliczkami Budapesztu, czuliśmy się trochę jak w innym świecie, inne czasy, te, które uwielbiam, cieniące estetykę, wszelkie zdobienia i sztukaterie biły po oczach. Chciałam sfotografować wszystko, bo każda jedna rzecz była piękna i oryginalna, ale niestety i tak już dostałam ksywkę japoński turysta, więc jedyne co mogę zrobić, to tym którzy nie widzieli jeszcze tego miasta pozostaje zarekomendować, a resztę mam nadzieję, że choć trochę skuszę do powrotu między zaczarowane uliczki, zapraszające do przycupnięcia i zrelaksowania się przy kawie lub lampce wina.




Nasza wycieczka była niestety bardzo intensywna, ponieważ nad Balaton pojechaliśmy samochodem zaledwie na 3 i pół dnia z podróżą! Dlatego zobaczyliśmy tylko ułamek tego co byśmy chcieli, ale i tak szczęśliwi i pełni energii na kolejne przygody wróciliśmy do domu :)
 Może już niedługo kolejna przygoda...ale narazie cicho sza...:)
Udanego tygodnia moi podczytywacze! 
Lulu

środa, 27 sierpnia 2014

Odrobina szczęścia na co dzień :)


 Do napisania tego posta zainspirowała mnie pewna lista, którą przeczytałam na blogu http://www.edytazajac.pl/. Tekst był o 20 cechach szczęśliwej osoby, link poniżej:
http://www.edytazajac.pl/2014/08/sukces-20-cech-szczesliwej-osoby.html

To prawda, że są takie dni w życiu, że mimo powtarzania sobie w głowie, że wszystko jest ok czujemy niepokój, niechęć, apatię do wszystkiego i wszystkich. Zrozumiałam jednak, że takie momenty też są ważne, abyśmy potrafili docenić chwile szczęścia i spełnienia. Nie jestem psychologiem, więc już nie będę się "wymądrzać" ze swoją wiedzą na temat działania ludzkiej psychiki, w każdym razie tekst Edyty Zając z powyższego posta bardzo do mnie przemawia, i wiem, że uśmiech jest zaraźliwy.....zatem uszy do góry wszystkie smutasy, dzień się dopiero zaczyna, wypijmy smaczną kawkę i cieszmy się z ostatnich chwil letnich promieni słońca! 


Dzisiaj jeszcze pokażę Wam kolejny rower, który przeszedł głęboką metamorfozę pod czujnym okiem wspaniałego "cudotwórcy" i jego pomocnicy..:) Jeśli marzy Wam się taka maszyna, lub macie pomysł na rower w kolorach swojego projektu dajcie znać! Ten był prezentem z okazji pierwszej rocznicy ślubu - słodko prawda? :) Pojechał już w świat i cieszy nową właścicielkę :)

Przed:


I po....:)




Tymczasem zmykam do pracy, jeszcze w tym tygodniu obiecuję (!) naskrobię kilka słów o moim dłuuugim weekendzie...bo działo się, oj działo! I będę miała jeszcze małą niespodziankę...ale o tym wkrótce!


Miłego dnia moi podczytywacze,
Lulu

środa, 23 lipca 2014

Dwa kółka po liftingu ;)


Nie od dzisiaj uwielbiam rowery. Nie wyobrażam już sobie lata bez roweru. Dla mnie najlepszą formą ułożenia sobie planu pracy i relaksu po pracy jest właśnie podróż na dwóch kółkach. Lipiec jest tak piękny w tym roku, że każdą chwilę bym przejeździła:D Jakiś czas temu pisałam o moim nowym dwukołowcu, który musiał przejść gruntowny remont, bo jego stan był opłakany. G ma kuzyna, który robi niesamowite rzeczy, jego hobby to odnawianie starych, niejednokrotnie zapomnianych przez świat motorów i właśnie rowerów! On nadał nowe życie mojemu Batavusowi:) A zresztą sami zobaczcie!


Nie mam niestety zdjęcia roweru w całości przed renowacją, ale chyba można sobie to "coś" wyobrazić ;)
A tu już wizytówka Lulu Home po rekonwalescencji. Chyba wygląda ciut lepiej, prawda? ;)





Wiem wiem, brak wyściółki daje się zauważyć w koszyku:) jak to mówią szewc bez butów chodzi, a ja nie mogę zdecydować się na kolor tkaniny ... może jakieś sugestie?
...
Dziękuje serdecznie Kubie za mistrzowską pracę! Jeśli też chcielibyście zmienić oblicze swoich dwóch kółek, piszcie, a ja zobaczę co da się w tym kierunku zrobić ;)
Miłego dnia,
Lulu


czwartek, 8 maja 2014

...

Dzisiejszy post nie ma tytułu, a to dlatego, że będzie o wszystkim po trochę.
Zacznę od tego, że żyję i mam się całkiem nieźle, bo już dostałam kilka informacji z pytaniem, czy ze mną wszystko ok :) Chyba jeszcze słabo wypracowana organizacja daje o sobie znać i te posty nie mogą się częściej umieszczać. Sporo minęło od ostatniego razu, dlatego dzisiaj szybki przegląd tego co było, czyli krótko, zwięźle i o wszystkim :)

Świąteczny mazurek "na wczoraj" :) tak go nazwałam, bo powstał w Wielki Czwartek, a jak wiemy mazurki robi się raczej z większym wyprzedzeniem.





Tych co jeszcze nie mają, a szusują na dwóch kółkach,
 zapraszam do Lulu Home po kosze rowerowe, w różnych kolorkach i z wyściółkami dobranymi pod konkretne potrzeby klientów! 


Ten koszyk stworzyłam na specjalne zamówienie panny młodej. Takie same koronki zdobią suknię, koszyk ma służyć do zbierania w nim życzeń, a po weselu oczywiście na rower! Nazwaliśmy go "romance", bo jest dla prawdziwej romantyczki! :)

A co nowego w Lulu Home?



W bombonierce zefiry, ciastka białoruskie, pamiątka z wyjazdu:)...tak, tak byliśmy na Białorusi, ale tylko przez moment (za to na granicy staliśmy dłuższą chwilę;) Jak je zobaczyłam nie mogłam się oprzeć, nie są to typowe bezy, ale coś pomiędzy bezą a pianką marshmallows. Do najsmaczniejszych może nie należą, ale prezentują się bosko!


Na więcej nowości zapraszam do sklepu, bo dziś taka słaba aura za oknem, że zdjęcia liche...
Zmykam do pracy, Wam życzę miłego dnia, mimo deszczu, do przeczytania niebawem (obiecuję, że już nie będzie trzeba na mnie tyle czekać).
Lulu

wtorek, 25 marca 2014

Dwukołowce rządzą



Powitaliśmy wiosnę!
Taka pogoda jak ostatnio nie pozwalała myśleć o niczym innym, jak o nasmarowaniu po zimie Gazelli i wyruszeniu w poszukiwaniu wiosny i relaksu! W tym roku zadbałam jednak o towarzystwo ;) Wyszukałam dla G męskiego dwukołowca, sama nie mogę się na niego napatrzeć, a jego stan jest bardzo dobry, jak na rower ze starszą metryką ;) I te rude opony...cudo ;)! Mam jeszcze jeden rowerowy pomysł, ale o tym więcej bliżej realizacji.




W Lulu Home produkcja fartuszków ruszyła pełną parą:) Kobietki małe i duże mogą się poczuć jak prefekcyjne panie domu w naszych fartuszko-sukienkach :) Chłopcom też szykujemy nową partię "pasiaków", w końcu szef kuchni musi mieć nienaganny strój! ;)


Uwaga uwaga, teraz małe ogłoszenie ! :P
Poszukuję krawieckiego manekina, najlepiej wiekowego, tzn. nadszarpniętego zębem czasu:), więc jeśli ktoś z moich podczytywaczy ma lub wie, kto może mieć i mógłby sprzedać taki manekin, będę bardzo wdzięczna za info!
Mam dla niego przygotowaną niespodziankę :))
Wracając do tematu rowerowego, dotarła do nas dostawa koszyków wiklinowych. Mamy różne rodzaje, narazie w kolorze naturalnej wikliny, ale wyściółki są szyte w pocie czoła ;) i już niedługo koszyczki będą dostępne w całej palecie barw, oczywiście pastelowych z różnymi wyściółkami, bo dbanie o potrzeby klienta jest dla nas bardzo ważne! ;)


Powoli zaczynam rozmyślać o Wielkanocy..


 Oglądałam ostatnio film, który bardzo mnie wzruszył. "About time" to opowieść z serii "korzystaj z życia" i nie przejmuj się niepowodzeniami, bo w perspektywie ulotności istnienia większość zmartwień nie ma żadnej wartości... Nie jest to kino najwyższych lotów, ale bardzo przyjemnie nastraja i polecam każdemu na wieczór, już wiosenny, ha!


P.S. Lulu Home wśród Lokalnych Certyfikowanych Producentów  ;)

Do przeczytania,
Lulu